Najnowsze wiadomości z kraju

“Wyborcza” jątrzy na korzyść Niemców? W grę wchodzą ogromne pieniądze z naszych lasów

Od kilku tygodni w polskich mediach trwa zmasowana nagonka na Lasy Państwowe dotycząca rzekomej rezygnacji przez tę państwową jednostkę organizacyjną z jednej z form certyfikacji drewna – FSC. Rzekomej, bo taka decyzja w Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych nie zapadła, a jak dotąd w ostatnim czasie zdecydowała się na to jedna z dyrekcji regionalnych (Gdańsk), dołączając do 3 z 17 istniejących w Polsce. Powód był jeden – zaproponowana przez FSC nowa umowa była bardzo niekorzystna dla gdańskich lasów, a w dłuższej perspektywie w znacznym stopniu ograniczyłaby decyzyjność dyrekcji na podległym sobie obszarze. 

Atak na Lasy Państwowe trwa od kilku dobrych lat. “Ekolodzy” zalewają serwisy społecznościowe zdjęciami wagonów pełnych polskich drzew i straszą, że wkrótce w naszym kraju zabraknie lasów. Lasy Państwowe, czyli w domyśle polski rząd, prowadzą według “ekologów” łupieżczą gospodarkę leśną, sponsorując w ten sposób kosztowne programy społeczne. Polskie drewno ma według nich być eksportowane na cztery strony świata, do krajów bardziej “eko”, gdzie rodzime lasy są bardziej cenione niż u nas.

Oczywiście tego typu argumenty to wierutne bzdury. Polskich lasów z roku na rok przybywa, bo w miejsce wycinanych drzewostanów sadzone są nowe, co więcej, dużo rozsądniej niż kiedyś, bo dziś unika się już monokultur – leśnicy dostosowują skład gatunkowy drzewostanu do naturalnego dla danego terenu, dzięki czemu  w latach 1945-2018 powierzchnia drzewostanów liściastych na terenach Lasów Państwowych wzrosła z 13 do ok. 24 proc.

Wystarczy krótki research, by to sprawdzić. Podobnie, jak fakt, że w naszych lasach dominują drzewostany w wieku 40-80 lat, a średni wiek lasu wynosi… 60 lat, co oznacza, że konieczna jest wycinka starszych drzew, by na ich miejsce sadzić nowe.

Ale przecież na fakty nikt nie będzie zwracał uwagi, skoro można wrzucić łzawe zdjęcia. Niestety brak merytorycznej wiedzy Polaków na temat leśnictwa czy samej certyfikacji to ogromne pole do manipulowania ich opinią, z czego doskonale zdają sobie sprawę ekolodzy, ich mocodawcy, często zagraniczni, i wielkie organizacje typu FSC, które za wystawianie certyfikatów kasują niemałe pieniądze.

Musimy mieć świadomość, że Polska jest drzewnym gigantem, a Lasy Państwowe są jednym z “największych zakładów przemysłowych” w kraju i przy tym najbardziej ekologicznym. Naruszanie tej równowagi to dopiero jest działanie “antyeko” i antypolskie.

Polskie drewno w znacznym stopniu zasila m.in. nasz przemysł papierniczy czy meblarski – jeden z największych na świecie. W ten sposób nasze lasy tworzą i utrzymują dziesiątki, jak nie setki tysięcy miejsc pracy, zapewniając w ten sposób wpływy budżetowe i bogacenie się państwa i obywateli.

Certyfikaty, o których mowa – w Polsce funkcjonują dwa główne i konkurencyjne wobec siebie (FSC i PEFC) –  w swoich założeniach mają zapewnić rozsądną gospodarkę obiegiem drewna. Teoretycznie dla podmiotów, które chcą o nie wystąpić są oczywiście dobrowolne, ale na uczestników rynku drzewnego “nałożono” swoisty przymus moralny i ekonomiczny, by swoje produkty opatrywali właśnie logiem jednej z organizacji. Wielkie salony meblarskie mogą nie przyjąć mebli, które nie są certyfikowane, a producenci opakowań z tektury mogą nie otrzymać kontraktu np. na kartony do butów. A to tylko dwa przykłady.

Na rzecz certyfikatów ma świadczyć  m.in. presja konsumencka. Ale czy większość z Was, przyglądając się opakowaniu po herbacie, wspomnianych butach czy zakupionej półce zwraca uwagę na “logo z drzewkiem”?  Odpowiedzcie sobie sami. A przecież te certyfikaty nie są wydawane za darmo. I choć np cena 5 tys. złotych to dla średniego przedsiębiorcy nie jest ogromny wydatek, to jak pomnożymy ją przez tysiąc firm, to zysk certyfikatora daje już… 5 milionów. A jeżeli tych firm będzie 100 tysięcy? Rachunek jest prosty, a zyski ogromne. Jest więc o co walczyć.

Nie dziwi zatem fakt, że w mediach, ostatnio m.in.  na łamach “Wyborczej” coraz częściej pojawiają się artykuły, których autorzy wylewają krokodyle łzy nad polskimi lasami, a różne organizacje “ekologiczne” straszą rzezią polskich lasów. Gorzej, że czasem rozmijają się z prawdą. Do jednego z tych artykułów odniosły się ostatnio “Lasy Państwowe” pisząc wprost, że to fejk:

 

Czytając tego typu artykuły pamiętajmy, gra toczy się o duże pieniądze.

 

 

 

Źródło: Autor: Piotr Filipczyk
Fot. Pixabay

Polecane artykuły

0 0

Polacy za biedni na wakacje

0 0

Bunt zakonnic. Arcybiskup ekskomunikował cały klasztor

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij