Najnowsze wiadomości ze świata

W niemieckim banku żywności do półek z jedzeniem mogą najpierw podejść Niemcy. Dopiero po nich jest czas dla Ukraińców

Kahla – niewielkie, bo liczące zaledwie 8 tysięcy mieszkańców – miasto w niemieckiej Turyngii. Działa tu, podobnie jak na terenie całych Niemiec, „Die Tafel”. To organizacja charytatywna, która zbiera żywność i rozdaje bądź sprzedaje ją za niewielkie pieniądze potrzebującym. Problem w tym, iż w niemieckim banku żywności nie wszyscy poszukujący pomocy są traktowani równo. Ukraińscy uchodźcy mogą starać się o pomoc dopiero wówczas… gdy zaspokojone zostaną potrzeby Niemców. Często zdarza się po prostu tak, że dla Ukraińców nie zostaje już nic. 

„Die Tafel” to zbiorcza nazwa sieci niemieckich banków żywności, organizacji charytatywnej działającej za Odrą. Pierwszy bank tego typu powstał w 1993 roku w Berlinie, dziś działa ponad 900 „Tafeln”, z ponad 2,100 sklepami i biurami. Prawie połowa z nich to niezależne stowarzyszenia, a kolejna część to projekty sponsorowane przez wiele różnych organizacji non-profit. W „Tafel” zaangażowanych jest około 60,000 wolontariuszy.

Niemcy chwalą się, że wspierają w ten sposób nawet 1,5 miliona potrzebujących, z czego 23 procent stanowią dzieci i młodzież, 53 procent dorośli w wieku produkcyjnym, a około 24 procent to emeryci. Żywność w „Die Tafel” wolontariusze rozdają potrzebującym bezpłatnie lub za niewielką opłatą. Problem w tym, że nie wszyscy potrzebujący traktowani są równo. Organizacja najpierw rozdaje artykuły spożywcze potrzebującym Niemcom, a dopiero później Ukraińcom.

Czy tak dzieje się tylko w Kahli, czy w każdym jednym z niemieckich banków żywności? Tego nie wiemy.

Właśnie w Kahla, na północ od Jeny, wprowadzono jednak dodatkową zasadę, o której pisze portal mdr.de. Do półek z jedzeniem mogą najpierw podejść Niemcy, później jest czas dla Ukraińców.

Jak tłumaczy na łamach wspomnianego portalu Tina Staude, szefowa lokalnego oddziału „Die Tafel”, wszystko przez to, że niemieccy przedsiębiorcy są coraz mniej chętni do pomocy i jest coraz mniej żywności do zagospodarowania.

– Gdy pojawili się nowi klienci z Ukrainy, trzeba było znaleźć rozwiązanie. Niemcy byli tam już wcześniej i będą tam nadal, gdy Ukraińcy odejdą – mówi Staude.

– Jesteśmy zależni od naszych niemieckich klientów. Ukraińcy to akceptują i dzięki Bogu nie mają z tym żadnego problemu – tłumaczy kobieta.

Wypowiadający się na łamach mdr.de Ukraińcy przyznają, że są wdzięczni za pomoc, która otrzymują, ale – nie ukrywają, że z reguły zostają dla nich “jedynie resztki”. Szczególnie trudna sytuacja jest  pod koniec miesiąca, kiedy produktów żywnościowych jest już mało.

– Zdarza się, że dla nas już po prostu nic nie zostaje – tłumaczy jeden z ukraińskich uchodźców na łamach portalu mdr.de.

 

 

Źródło: Autor:
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij