Najnowsze wiadomości ze świata

W bazie Ramstein rozległ się alarm rakietowy

W amerykańskiej bazie lotniczej Ramstein zawyły syreny i poinformowano o ataku rakietowym. Na szczęście okazało się, że to fałszywy alarm.

Położona w Nadrenii – Palatynacie w południowo-zachodnich Niemczech baza lotnicza Ramstein to jedna z największych instalacji wojskowych NATO. Obecnie mieści się w niej dowództwo sił powietrznych USA w Europie i Afryce (USAFE-AFAFRICA) i dowództwo sił powietrznych NATO (AIRCOM).

Jak donosi branżowy portal Military.com incydent miał miejsce w sobotę. Nad ranem w bazie rozbrzmiały wszystkie syreny. Wkrótce potem z głośnika rozbrzmiał komunikat, że wkrótce nastąpi atak z powietrza i że personel bazy powinien jak najszybciej udać się do schronów. Jak donosi Military na podstawie rozmów ze świadkami początkowo nie wywołało to zbyt wielkiej reakcji. Wszyscy byli przekonani, że za chwilę przez głośniki popłynie komunikat, że to tylko ćwiczenia.
Tak się jednak nie stało. Jak świadczą wpisy żołnierzy na oficjalnych mediach społecznościowych bazy wielu z nich wystraszyło się, że właśnie zaczyna się trzecia wojna światowa. Na szczęście okazało się, że był to fałszywy alarm i relatywnie szybko nadano sygnał „all clear” kończący alarm. Jeden ze służących tam żołnierzy sarkastycznie podziękował dowództwu za „trzymanie nas w stanie czujności” i zażartował, że po tym incydencie zaopatrzeniowiec będzie musiał uzupełnić zapasy papieru toaletowego.

Siły powietrzne potwierdziły, że taki incydent faktycznie miał miejsce. Napisały w mediach społecznościowych, że alarm odwołano kiedy tylko odkryto, że rzekomy atak to część ćwiczeń a nie faktyczne zagrożenie dla bazy. Przedstawiciele USAF twierdzą, że ich ludzie zachowali się właściwie zarówno rozpoczynając alarm jak i odwołując go po stwierdzeniu, że nie ma zagrożenia.

Wojskowi nie chcą jednak ujawnić co dokładnie wywołało ten alarm. Wiele osób podejrzewa jednak, że zrobili to Rosjanie. Tego dnia K-551 Władimir Monomach, nowoczesny okręt atomowy klasy Borei, odpalił z Morza Ochockiego cztery międzykontynentalne pociski rakietowe, które następnie trafiły cele w znajdującym się o kilka tysięcy kilometrów dalej Neneckim Okręgu Autonomicznym. W powszechnej opinii specjalistów od bezpieczeństwa to ćwiczenie miało być demonstracją siły wobec zachodu w epoce napiętych stosunków. Zbieżność tego ćwiczenia z czasem alarmu w Ramstein sugeruje, że jeśli celem Rosjan było wystraszenie zachodu, to przynajmniej tam poszło im to nadspodziewanie dobrze.

Nie jest jednak na razie jasne dlaczego siły amerykańskie wzięły te ćwiczenia za prawdziwy atak. Przyjętą zasadą jest bowiem, że o każdym odpaleniu rakiety – czy to cywilnej czy wojskowej – informuje się wcześniej drugą stronę. Ma to na celu właśnie zapobieżenie panice, która mogłaby spowodować nie tylko odpalenie syren ale także odpalenie rakiet. Jeżeli teoria o tym, że alarm był spowodowany tym rosyjskim ćwiczeniem jest prawdziwa, to któraś ze stron najwyraźniej popełniła potencjalnie bardzo poważny błąd.

Nie jest to niestety pierwszy taki przypadek. W 1983 roku NATO przeprowadziło ćwiczenia gotowości do wojny nuklearnej pod kryptonimem Able Archer. Te były tak realistyczne, że Rosjanie byli przekonani, że to przygotowania do prawdziwego ataku. Postawili więc w stan gotowości własne siły jądrowe i lotnictwo w Polsce i Czechosłowacji.

Miesiąc wcześniej, 26 września 1983 roku, komputery w podmoskiewskim centrum wczesnego ostrzegania pokazały zmierzające w stronę Rosji pięć pocisków rakietowych. Dowodzący tym centrum podpułkownik Stanisław Pietrow uznał jednak, że prawdziwy atak byłby znacznie większy. Za chwilę na ekranach pojawiły się kolejne rakiety. Uznał jednak, że atak nie ma miejsca i nie wszczął alarmu, który mógłby przerodzić się w atomową zagładę, chociaż zgodnie z procedurami powinien to zrobić. Po fakcie okazało się, że rzekome amerykańskie rakiety były tylko mirażem wywołanym przez szczególne warunki atmosferyczne i rozmieszczenie satelitów, czego projektanci systemu nie wzięli pod uwagę.

Ostatni taki incydent miał miejsce 13 stycznia 2018 na Hawajach. Kilka minut po siódmej rano mieszkańcy tego stanu dostali na swoje telefony alert ostrzegający przed atakiem pociskami balistycznymi. Podobne ostrzeżenia wyemitowano w radiu i telewizji, zawyły też syreny. Dopiero po 37 minutach alarm został odwołany, żadne rakiety oczywiście nie spadły. Późniejsze śledztwo wykazało, że jeden z nadzorców w lokalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego postanowił przeprowadzić jej pracownikom niezapowiedziane ćwiczenia. Jeden z nich nie usłyszał, że to ćwiczenia i przez pomyłkę wyemitował prawdziwy alarm. Ten incydent spowodował co najmniej jeden zawał serca, na szczęście dotkniętego nim mężczyznę udało się uratować.

 

Źródło: Stefczyk.info na podst. Military.com Autor: WM
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij