Najnowsze wiadomości ze świata

Szefowe czołowych amerykańskich uczelni twierdzą, że nawoływanie do zagłady Żydów nie łamie ich regulaminu

Prezydenci trzech słynnych amerykańskich uniwersytetów nie chcieli stwierdzić, że nawoływania do zagłady Żydów naruszają ich regulamin. Oburzyło to amerykańskich polityków, biznesmenów – i ich sponsorów.

Po ataku Hamasu na Izrael na amerykańskich uczelniach doszło do wielu propalestyńskich manifestacji. Na wielu z nich chwalono terrorystów i wznoszono antysemickie hasła. Studenci pochodzenia żydowskiego żalą się też, że padają ofiarą antysemickich ataków i są dyskryminowani na inne sposoby.

Sprawą postanowił zająć się Kongres. We wtorek na przesłuchanie wezwano prezydentki Uniwersytetu Harvard, Instytutu Technologii Massachusets (MIT) i Uniwersytetu Pensylwanii (Penn). Przez kilka godzin odpowiadali na pytania o to w jaki sposób walczą z antysemityzmem na swoich uczelniach.

Cała trójka odpowiedziała, że nie chcą ograniczać za bardzo propalestyńskich protestów, gdyż boją się, że naruszy to wolność słowa. Stwierdziły także, że nawoływanie do zagłady Żydów niekoniecznie stanowi naruszenie regulaminu ich uczelni, i zależy to od kontekstu.

Te odpowiedzi oburzyły wielu amerykańskich polityków. Gubernator Pensylwanii Josh Shapiro wygłosił przemówienie przed restauracją, która padła ofiarą antysemickiego ataku. Stwierdził, że słowa prezydent Penn Liz Magill są „nie do zaakceptowania” i „haniebne”, zasugerował także, że rada tej uczelni powinna ją zwolnić. Rzecznik Białego Domu Karine Jean-Pierre potępiła antysemityzm na uniwersytetach, dodając, że każdy pracownik Białego Domu miałby przez takie słowa poważne kłopoty. Stwierdziła jednak, że to nie Biały Dom powinien decydować o tym, czy zostaną na stanowiskach.

Ich słowa oburzyły też wielu prominentnych biznesmenów, w tym szefa Pfizera Alberta Boulę i finansistę Billa Ackmana, który wezwał je do złożenia rezygnacji i powiedział, że gdyby pracowały dla niego, to zostałyby zwolnione. Już wcześniej szefowie wielu dużych firm deklarowali, że nie będą zatrudniać absolwentów uczelni, na których dochodzi do aktów antysemityzmu. Ich oburzenie to wielki problem dla uniwersytetów, bo darowizny od biznesmenów i ich firm to znacząca część ich budżetu.

Krytyka była tak duża, że szefowe Penn i Harvardu wydały dzień po przesłuchaniu oświadczenia. Stwierdziły, że zostały źle zrozumiane, a ich uczelnie walczą z antysemityzmem.

Źródło: Stefczyk.info na podst. CNN Autor: WM
Fot. PAP/EPA/WILL OLIVER

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij