Najnowsze wiadomości ze świata

Rosjanie chwalą się linią umocnień. Są z nią jednak pewne problemy…

Rosyjska propaganda mocno promuje fakt, że kremlowscy najemnicy budują potężną linię obrony na okupowanych terytoriach Ukrainy. Eksperci od fortyfikacji łapią się jednak za głowy.

Kilka dni temu media pokazały zdjęcia satelitarne nowej linii fortyfikacji, którą najemnicy z tzw. grupy Wagnera budują w pobliżu okupowanego miasteczka Hirske. Składa się z dwóch linii zapór przeciwczołgowych i okopów. Rosyjskie państwowe media twierdzą, że Linia Wagnera, jak ją nazwano, ma być druga linią obrony, gdyby Ukraińcy przebili się przez linię frontu. Docelowo ta linia umocnień ma mieć ok. 200 kilometrów i rozciągać się między Switłodarśkiem i Łysyczańskiem. Jej budowa nie idzie jednak zbyt szybko – od 25 września zbudowali dopiero ok. 2 kilometry. Drugą taką linię, już bez okopów, Wagnerowcy budują też w rosyjskim Biełgorodzie – co pokazuje, że raczej nie spodziewają się, że Rosji uda się zatrzymać Ukraińców w Donbasie.

Linia Wagnera jest często pokazywana w rosyjskich mediach i „grzana” przez kremlowską propagandę. Wiele osób porównuje ją do Linii Zygfryda – linii umocnień, którą w 1944 roku wybudowali ich dawni sojusznicy, a która miała powstrzymać alianckie wojska przed zdobyciem Niemiec. Fakt, że temat ten podjęła propaganda, oznacza jednak też, że do internetu trafiła ogromna ilość zdjęć tych fortyfikacji. Sprawiło to, że eksperci złapali się za głowy nad tym, w jaki sposób Rosjanie próbują się bronić. Najbardziej charakterystycznym elementem tej linii są zęby smoka, jak nazywa się wykonane ze zbrojonego betonu piramidki, które mają powstrzymać przejazd czołgów. Rosjanie chyba jednak nie doczytali tego, w jaki sposób się je buduje. Na dostępnych materiałach widać bowiem wyraźnie, że są one po prostu kładzione na ziemi. Tymczasem taka przeszkoda powinna być zakotwiczona. Niemieckie zęby smoka na Linii Zygfryda miały ok. 1,2 metra wysokości, a połowa z tego była wkopana w ziemię, dodatkowo połączono je ze sobą betonowymi łącznikami. Okazały się tak solidne, że ich wykopanie po wojnie było tak trudne, że w wielu miejscach istnieją do dzisiaj. Te postawione bez Rosjan czołg czy pojazd inżynieryjny bez większych problemów po prostu odsunie na bok.

https://twitter.com/alternativewip/status/1584606635611533312?s=20&t=xyqvxdEcg3N6tszvCtww5A

Pojawiły się również wątpliwości czy te zęby smoka w ogóle są wykonane z betonu. Beton jest ciężkim materiałem konstrukcyjnym, jego metr sześcienny waży średnio 2300 kg. Tymczasem na wielu zdjęciach widać, że rosyjskie fortyfikacje nie zapadają się w np. miękką, rozjeżdżoną przez czołgi drogę. Na jednym z nagrań widać też ciężarówkę Ural 4320, o maksymalnej ładowności (na asfaltowej drodze) 6 ton, która wiezie po polu, bez większego problemu, co najmniej dziesięć zębów. Wielu ekspertów od OSINT spekuluje więc, że są to umocnienia potiomkinowskie, a same zęby zostały wykonane z np. sklejki oblanej cienką warstwą betonu. Czy tak jest naprawdę dowiemy się zapewne dopiero wtedy, kiedy Ukraińcom uda się je zdobyć.

Na tym jednak nie koniec. Na zdjęciach wyraźnie widać, że stworzone przez nich okopy są prostą linią. Jest jeden istotny powód, dla którego żadna cywilizowana armia nie buduje okopów w ten sposób. Oznacza to bowiem, że jeśli do środka okopu wpadnie bomba lub pocisk artyleryjski, to jego ściany skupią siłę eksplozji, z wiadomym efektem dla jego załogi. Dlatego prawdziwe okopy kopie się zygzakiem, aby siła eksplozji rozproszyła się na kolejnych załamaniach. Wiedziano o tym już podczas wojny secesyjnej. Powinni o tym wiedzieć także Rosjanie – jednym z pierwszych konfliktów, w których na dużą skalę stosowano okopy, była wojna krymska.

Na zdjęciach widać też, że te okopy to po prostu dziura wykopana w ziemi. Prawdziwe okopy – zwłaszcza budowane przed walką, jako element fortyfikacji – powinny mieć umocnione ściany, podłogę, a także składy amunicji, bunkry, kolejne linie obrony, chodniki komunikacyjne itp. W obecnej formie te okopy raczej nie utrzymają długo szturmujących je Ukraińców, a nawet coś tak podstawowego, jak dostarczenie ich załodze amunicji i żywności, może okazać się niemożliwe. O ile w ogóle dojdzie do szturmu – ekspert od wojskowości Oleg Żdanow powiedział dziennikowi Odessa Journal, że jego zdaniem okopy te nie będą się nadawały do użytku już po pierwszym deszczu. Jego zdaniem Linia Wagnera to jedynie akcja PRowa, która ma zastraszyć mieszkańców okupowanych terenów, a nie fortyfikacja, która opóźni ich wyzwolenie.

Źródło: Twitter, Odessa Journal, Defense Express, chłopski rozum Autor: WM
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij