Najnowsze wiadomości ze świata

Republikanie wygrali wybory w Karolinie Północnej. To złe wieści dla Bidena

Republikańskiemu senatorowi Thomowi Tillisowi uało się obronić swoje stanowisko w wyborach w Północnej Karolinie. Tym samym szanse Demokratów na zdobycie większości w Senacie drastycznie spadły.

Tegoroczne wybory do Senatu znalazły się w cieniu wyborów prezydenckich ale były równie ważne. W USA senatorzy dzielą się na trzy grupy i co dwa lata wybierana jest jedna z nich, licząca mniej więcej jedną trzecią Senatu. W tym roku sytuacja Republikanów była wyjątkowo trudna. Z 33 miejsc które stanęły do wyborów ich politycy zajmowali aż 21, do tego musieli bronić dwóch miejsc w wyborach specjalnych.

Demokraci od dłuższego czasu mówili o niebieskiej fali (niebieski to oficjalny kolor Demokratów), która da im nie tylko większość w senacie ale, być może, superwiększość 60 głosów. Sondaże pokazywały, że faktycznie mają na to szansę. Rzeczywistość ich jednak rozczarowała. Jak na razie, pomimo wydania fortuny na kampanie wyborcze, udało im się odebrać Republikanom tylko dwa miejsca, w Arizonie i Colorado, sami za to stracili Alabamę.

Jednym ze stanów które chcieli zdobyć była Północna Karolina. Wyzwanie senatorowi Thomowi Tillisowi, który zajmuje to miejsce od 2015 roku, rzucił Demokrata Cal Cunningham. Na swoją kampanię wyborczą wydał niemal 46 milionów dolarów, gdy Tillis wydał zaledwie 18,5 miliona. Okazało się jednak, że były to pieniądze wyrzucone w błoto. Obecnie policzono tam 98% głosów, ale Tillis ma już ich 48,72%. Oznacza to, że nawet jeśli wszystkie pozostałe oddano na Cunninghana, to i tak nie wygra. On sam już wczoraj wieczorem wycofał się z wyścigu.

Wybory w Północnej Karolinie okazały się też porażką amerykańskich sondażowni. Niemal wszystkie dawały bowiem przewagę kandydatowi Demokratów. Według portalu RealClearPolitics od czerwca Cunningham miał przewagę, w dniu wyborów średnia sondażowa dawała mu 2,6% więcej niż Tillisowi. Jeden z sondaży, przygotowany przez telewizję NBC, dawał mu nawet 10% sondaży. Wiele osób uważa, że tegoroczne wybory okazały się tak wielką kompromitacją ośrodków badania opinii publicznej, że będą śmiercią tej profesji.

Obecnie do rozstrzygnięcia zostały jeszcze wybory na Alasce, ale tam Demokraci mogą jeszcze wygrać tylko cudem. Przy 69% policzonych głosów Republikanin Dan Sullivan ma 58,5% głosów a Demokrata Al Gross 36,4%. Oznacza to, że Demokraci mogą jeszcze liczyć co najwyżej na remis w Senacie. W tym celu jednak będą musieli wygrać oba miejsca, normalne i specjalne, w prawicowej Georgii. Specyficzne przepisy wyborcze w tym stanie, które wymagają od zwycięzcy zdobycia 50%+1 głosów sprawiły, że ich wyniki poznamy dopiero podczas drugiej tury w styczniu.

Porażka Demokratów w wyborach do Senatu to bardzo zła wiadomość dla Bidena. W amerykańskim systemie politycznym władza prezydenta jest relatywnie duża, ale nie może on rządzić sam. Senat np. potwierdza nominacje do gabinetu. Oznacza to, że będzie on musiał nominować kandydatów – centrystów bo tylko tacy mają szansę na zdobycie poparcia Republikanów. Wszelkie lewicowe inicjatywy ustawodawcze również nie wchodzą w grę przynajmniej przez dwa lata, do następnych wyborów do Senatu, w których Republikanie będą mieli lepsze pozycje startowe.

Co więcej utrzymanie Senatu może jeszcze bardziej zaognić konflikt pomiędzy centrowymi Demokratami i socjalistami, który trawi tą partię od 2016 roku. W trakcie kampanii wielu polityków sugerowało, że Biden postara się go załagodzić nominując kilku radykałów do swojego gabinetu i pomagając im w przepchnięciu ważnych dla nich ustaw. W obecnej sytuacji nie ma jednak na to szans – i wielu radykałów nie ukrywa nawet, że nie są z tego zadowoleni.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Fox News Autor: Wikor Młynarz
Fot. PAP/EPA/SHAWN THEW

Polecane artykuły

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij