Najnowsze wiadomości ze świata

Policja podejrzewa, że Polak zabił kobietę we Francji. Problem w tym, że nie ma ciała

Francuska policja podejrzewa imigranta z Polski o morderstwo. Tyle tylko, że nie znaleziono zwłok jego rzekomej ofiary, nikt też nie zgłosił jej zaginięcia.

Policjanci podejrzewają, że 46-letni stolarz z Polski, który od lat mieszka we Francji, potrącił 9 marca rowerzystkę na drodze w pobliżu miejscowości Grand Bourgherulde, 140 km na północny zachód od Paryża. Miał być wtedy pijany. Myśląc, że ją zabił, poszedł do domu po szpadel. Po powrocie miało się okazać, że kobieta wciąż żyje, więc ją dobił, zakopał zwłoki, a roweru pozbył się na wysypisku śmieci.

Problem w tym, że policjanci nie znaleźli jej zwłok. Nikt również nie zgłosił zaginięcia kobiety, które pasowałoby do tej sprawy. Policja podejrzewa Polaka o zabójstwo wyłącznie dlatego, że miał o nim opowiadać rodzinie i znajomym.

14 maja na policję zgłosiła się jego była partnerka. Opowiedziała policjantom, że 9 marca jej były partner powiedział jej, że prowadząc po pijanemu zabił kobietę. Po jakimś czasie miał jej powiedzieć, że wszystko jednak skończyło się dobrze, kobieta żyje i wróciła już do domu. Jego eks była zaniepokojona i postanowiła się z nim spotkać, ale go nie zastała. Zauważyła za to, że jego samochód ma uszkodzoną przednią szybę, a na niej czerwoną plamę. Dopiero 13 marca miał się jej przyznać, że dobił ją szpadlem po wypadku. Powiedział jej, że jego ofiara była bezdomna.

Telewizja BBC poinformowała, że podejrzany opowiadał o tym także innym osobom, ale przytaczał różne wersje wypadku. Jego znajoma odwiedziła go w dniu domniemanego zabójstwa i przyłapała go jak czyści swój samochód. Wyznał jej, że miał wypadek, ale powiedział, że kobieta przeżyła. Jego koleżanka mimo tego zrobiła zdjęcie uszkodzeń auta, które teraz jest jednym z dowodów. Mężczyzna miał też zgłosić policji kradzież samochodu, ale potem przyznał, że sam go spalił.
Podejrzany stwierdził, że nikogo nie zabił, a cała historia była wymyślonym przez niego „kiepskim żartem”, który miał sprawić, że jego była partnerka będzie mu współczuć. Zeznał, że sam uszkodził szybę w swoim samochodzie, po czym oblał ją krwią kurczaka. Potem miał przyznać, że faktycznie doszło do wypadku, ale ofierze nic się nie stało, a następnie wrócić do poprzednich wyjaśnień.

Prokuratura i policja apelują do potencjalnych świadków zdarzenia i społeczności lokalnej o pomoc w ustaleniu tożsamości ofiary. Zdaniem policji miała od 40 do 60 lat, a w dniu zabójstwa miała na sobie plecak i przyczepione do roweru sakwy. Jedną z hipotez jest to, że była turystką, być może z zagranicy, albo mieszkała gdzieś na uboczu, z dala od rodziny, co tłumaczyłoby brak zgłoszenia o jej zaginięciu. Prokurator Remi Coutin przyznał w rozmowie z BBC, że w ciągu 23 lat pracy nigdy nie spotkał się z taką sytuacją.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Polsat News Autor: WM
Fot. Kevin.B CC BY-SA 3.0

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij