Najnowsze wiadomości z kraju

Marcinkiewicz ocenia “wybryki” Protasiewicza. Przypadkiem “wsypał” byłego europosła?

Ostatnie dni nie były szczególnie udane dla polityka koalicji 13 grudnia Jacka Protasiewicza. Wczoraj opisaliśmy dziwną weekendowo-poniedziałkową aktywność byłego posła PO na portalu X, a kilka godzin później Protasiewicz pożegnał się ze stołkiem wicewojewody dolnośląskiego. Wiele wskazuje na to, że kariera polityka właśnie się załamała. Sympatii nie przysporzył mu również romans z młodszą o kilka dekad studentką. Do tego ostatniego wątku na łamach “Faktu” odniósł się inny polityk, który zasłynął z miłosnych podbojów – Kazimierz Marcinkiewicz.

Były premier miał wszystko, o czym może marzyć spełniony mężczyzna w wieku średnim. Kochającą rodzinę, świetną dobrze płatną pracę, miejsce w historii jako były szef rządu i perspektywy, że ten kapitał będzie procentował w przyszłości. Niestety, jego ułożone życie legło w gruzach, gdy poznał młodszą o 23-lata Izabelę. Zostawił dla niej żonę i dzieci, pozwolił wywlec swoje życie prywatne do mediów, a za sprawą swoich wypowiedzi i charakteru partnerki w szybkim czasie znalazł się na językach całej Polski. Media wprost pisały, że zrobił z siebie pośmiewisko. Oliwy do ognia dolał rozpad jego związku, który śledziły wszystkie portale plotkarskie, który miał w finał w sądzie. Marcinkiewicz został z długami i ze zrujnowaną polityczną reputacją.

Dziś były szef rządu ocenia zachowanie polityka z formacji, którą niegdyś wspierał – Jacka Protasiewicza – i porównuje ją ze swoim przypadkiem. Przy okazji wbija szpileczkę i obnaża jeden wstydliwy szczegół.

— Nie ma porównania — mówi wprost Marcinkiewicz cytowany przez “Fakt”. — Ja swoją aktywność polityczną zakończyłem w 2007 roku, gdy wyjechałem do Londynu. Od tego czasu jestem osobą prywatną, a nie publiczną. Moje życie osobiste i rodzinne nie ma od tamtego czasu najmniejszego wpływu na jakiekolwiek instytucje publiczne. Od tamtego czasu nie pobieram żadnej państwowej pensji, ani nie wystawiłem faktury żadnej instytucji czy spółce państwowej. Poza tym nie nadużywam alkoholu — wypalił były premier.

Uwagę zwraca szczególnie to ostatnie zdanie, bo przecież nikt nie powiedział wprost, że weekendowe wybryki (i ile możemy tak nazwać m.in. ordynarne wyzywanie postronnych osób)  Protasiewicza to kwestia alkoholu. Kwestia nadużywania trunków przez polityka PO, a później Europejskich Demokratów od lat jest tajemnicą poliszynela. Za sprawą Marcinkiewicza ujrzała jednak światło dzienne. Czy w tej sposób były premier upublicznił skrywany sekret dolnośląskiego polityka?

Źródło: Autor: pf
Fot.

Polecane artykuły

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij