Najnowsze wiadomości ze świata

Kolejny kraj zawiesił stosowanie szczepionki AstraZeneca

Tajlandia zdecydowała się na zawieszenie szczepień AstrąZenecą. Zrobili to tuż przed tym, jak miano ją publicznie podać premierowi.

W piątek premier Prayuth Chan-ocha i członkowie jego rządu mieli być publicznie zaszczepieni na koronawirusa. Dziennikarze zdążyli udać się już do Ministerstwa Zdrowia kiedy powiedziano im, że szczepienie zostało chwilowo wstrzymane. Rząd ogłosił, że szwedzko-brytyjska szczepionka tymczasowo nie będzie podawana nikomu.

Według oświadczenia ministerstwa zdrowia szczepienia zostały wstrzymane z powodu „efektów ubocznych i niekorzystnych symptomów” które zaobserwowano u osób, którym podano tą szczepionkę. Wicepremier i minister zdrowia Anutin Charnvirakul napisał na swoim Facebooku, że to standardowe działanie kiedy pojawiają się wątpliwości co do bezpieczeństwa jakiejś szczepionki. Dodał, że komisja ds. szczepień podjęła już kroki aby zapewnić „maksymalne bezpieczeństwo” obywateli.

Tajlandia jest kolejnym już krajem który wstrzymał używanie AstryZeneci. Wcześniej w czwartek zrobiły to Dania, Norwegia i Islandia. Powodem było zaobserwowanie zakrzepów krwi u osób, którym ją podano i które doprowadziły do co najmniej jednego zgonu. Kilka innych europejskich państw zdecydowało się na wstrzymanie podawania tej szczepionki z jednej z partii produkcyjnych.

AstraZeneka zapewnia, że nie ma żadnych dowodów na to, żeby ich szczepionka zwiększała ryzyko zakrzepów krwi. „Faktycznie ilość tego typu problemów medycznych jest znacznie niższa u osób zaszczepionych w porównaniu z tym, czego można by się spodziewać w całej populacji” – napisali w oświadczeniu. Również Europejska Agencja Leków (EMA) poinformowała, że nie ma żadnych dowodów na zwiększone ryzyko. Na razie zidentyfikowano 30 „incydentów zakrzepowych” u 5 milionów zaszczepionych. Zarówno EMA jak i WHO zapowiedziały, że przypadki choroby zakrzepowo-zatorowej u zaszczepionych osób będą nadal śledzone.

W Tajlandii problem jest poważniejszy gdyż w przeciwieństwie do większości innych państw które zdecydowały się na pauzę w podawaniu tej szczepionki, AstraZeneca jest u nich szczepionką podstawową. Rząd zamówił jej aż 61 milionów dawek, druga na liście jest chińska Sinovac, której sprowadzą 2 miliony dawek.
Cała sprawa może mieć również poważne konsekwencje polityczne. Szczepionki te są bowiem produkowane na licencji w samej Tajlandii, zajmuje się tym firma Siam Bioscience. Ta z kolei jest własnością króla Mahy Vajiralongkorna, przeciwko któremu doszło w zeszłym roku do bezprecedensowych protestów. Fakt, że produkuje je królewska firma, jest w tym kraju trudnym tematem – w styczniu Thanathorn Juangroongruangkit, były lider nieistniejącej już opozycyjnej partii FFP skrytykował praktyki biznesowe Siam Bioscience i wkrótce potem usłyszał zarzut obrazy majestatu, za który w Tajlandii może grozić nawet 15 lat więzienia.

Mimo tego posłowie opozycji już teraz krytykują rząd Prayutha. Nie podoba im się to, że cała strategia szczepień została w praktyce oparta na jednej szczepionce z jednej firmy. „Nie przeszkadza mi fakt, że zatrudniono tę firmę aby dostarczyła szczepionki Tajom, ale zdrowy rozsądek wymaga, aby rząd pozyskiwał też szczepionkę z innych źródeł” – skomentował Wiroj Lakkhanaadisorn z opozycyjnej partii MF.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Financial Times Autor: WM
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij