Najnowsze wiadomości z kraju

Bezradność, wściekłość, żal – kupcy z Marywilskiej rozgoryczeni po słowach Trzaskowskiego

W kilka godzin stracili pracę, towary, za które wyłożyli już pieniądze, a często wręcz dorobek swojego życia. Kupcy ze spalonej hali przy Marywilskiej liczyli na odrobinę empatii ze strony warszawskich władz, zamiast tego otrzymali bezduszne słowa prezydenta Trzaskowskiego, który odesłał ich do urzędników, u których mogą zarejestrować się jako… bezrobotni.

Zaledwie trzy dni temu stracili swój majątek i miejsca pracy, które przecież opłacili w warszawskim magistracie w formie czynszu za wynajem powierzchni, a prezydent stolicy Rafał Trzaskowski zamiast wyciągnąć do nich pomocną dłoń lub choćby zwrócić im pieniądze za niewykorzystany czas najmu, poleca im wizytę w… powiatowym urzędzie pracy. Kupcy nie kryją wściekłości po słowach prezydenta i mówią wprost: to kpina.

– Oczywiście, ta sytuacja wymaga empatii, ale równie istotne jest ustalenie wszystkich faktów. W jaki sposób miasto może teraz pomóc? Na przykład, mamy specjalny punkt przy ul. Marszałkowskiej 77 i 79 oraz stanowisko dla wszystkich, którzy chcieliby uzyskać konkretne informacje i zarejestrować się jako bezrobotni. Oferujemy pomoc w poszukiwaniu nowej pracy — wypalił Rafał Trzaskowski podczas konferencji po posiedzeniu sztabu kryzysowego.

Niezrażony prezydent dodał, że miasto podjęło decyzję o poszukiwaniu dodatkowych miejsc na targowiskach miejskich. — Obecnie mamy ponad sto takich miejsc. Wiemy, że to niewiele, ale pracujemy nad tym, rozmawiamy z różnymi podmiotami, aby znaleźć rozwiązania — stwierdził włodarz stolicy, cytowany przez “Fakt”.

Trzaskowski najwyraźniej uważa, że właściciele punktów przy Marywilskiej, to ludzie majętni równie jak on (na zakończenie poprzedniej kadencji deklarował posiadanie na koncie ok 200 tys. złotych, 3 tys. euro, i dwóch mieszkań oraz działki + majątek żony)  i jego koledzy. Naprawdę myśli, że kupcy po stracie towarów, za które przecież już zapłacili, mają z czego wyłożyć pieniądze, na zaczynanie biznesu od zera?

Nie dziwi zatem fakt, że sprzedawcy z Marywilskiej poczuli się dotknięci słowami prezydenta.

– To kpina. Zostaliśmy sami z naszym problemem. Za chwilę sprawa zupełnie ucichnie i nikt nawet nie będzie o nas pytał. A przecież pracujemy ciężko, uczciwie płacimy podatki. To przykre, że nie możemy oczekiwać niczego od państwa — mówią rozżaleni w rozmowie z “Faktem”.

Przypomnijmy, że człowiek, który obecnie pełni funkcję prezydenta Warszawy, jest typowany jako jeden z kandydatów na prezydenta Polski. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby ktoś o tak ograniczonej wrażliwości na krzywdę innych miał zostać głową państwa.

Źródło: Autor: PF
Fot. PAP/Leszek Szymański

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij