Świat

Włądze Haiti poprosiły Amerykanów o interwencję wojskową

Po zabójstwie prezydenta władze Haiti obawiają się, że ich kraj pogrąży się w chaosie. Poprosiły więc USA i ONZ o wysłanie do nich żołnierzy.

Prezydent Haiti Jovenel Moïse został zastrzelony w środę w swojej rezydencji. Po strzelaninie na ulicach Port-au-Prince policji udało się zabić trzech zamachowców i aresztować 17 kolejnych. Ośmiu nadal jest poszukiwanych. Większość zatrzymanych to Kolumbijczycy, ale znaleźli się wśród nich również dwaj Haitańczycy z amerykańskim obywatelstwem. Rząd podejrzewa, że byli najemnikami ale na razie nie ustalono kto i dlaczego miał im zlecić ten zamach.

Sytuacja polityczna na Haiti była trudna jeszcze przed zabójstwem Moïsego. W 2019 nie odbyły się tam bowiem wybory i opozycja uważała, że jego rządy są nielegalne. Po jego śmierci tymczasową władzę powinien przejąć premier, ale Haiti ma w tej chwili dwóch. Przed zamachem to stanowisko sprawował popierany przez policję i wojsko Claude Joseph, ale tuż przed swoją śmiercią Moïse powierzył misję utworzenia rządu jedności narodowej Arielowi Henriemu, który jednak nie zdążył złożyć przysięgi. Obydwaj twierdzą teraz, że rządzą. Dodatkowo w piątek grupa opozycyjnych posłów ogłosiła bez zgody rządu, że nowym prezydentem tymczasowym będzie były przewodniczący rozformowanego senatu Joseph Lambert i uznali, że to Henry jest premierem.

Sytuacja na ulicach nadal jest relatywnie spokojna i jedynie długie kolejki w sklepach i mieszkańcy robiący zapasy podstawowych artykułów sugerują, że coś jest nie tak. Dla wszystkich jest jednak jasne, że na Haiti – najbiedniejszym państwie obu Ameryk, od dawna trawionym przez kryzysy polityczne i gospodarcze – sytuacja może się popsuć z dnia na dzień i może dojść do brutalnych zamieszek i protestów. Z tego powodu rząd tymczasowy poprosił Amerykanów o przysłanie do nich wojsk. Chcą, żeby amerykańscy żołnierze zabezpieczyli kluczową infrastrukturę i ustabilizowali sytuację w kraju aby udało się zorganizować zaplanowane na wrzesień wybory. Podobną prośbę skierowano do ONZ.

Decyzja rządu wywołała na Haiti zrozumiałe kontrowersje. Wiele osób zwróciło bowiem uwagę, że to nie jest pierwszy raz kiedy amerykańscy żołnierze trafiliby na tę wyspę w takich okolicznościach.

W 1915 roku prezydent Haiti Vilibrun Guillaume Sam nakazał egzekucję 167 więźniów politycznych. Wywołało to powstanie w wyniku którego został zlinczowany przez wściekły tłum. Po jego śmierci Amerykanie bali się o swoje interesy w tym państwie oraz o rosnące wpływy Niemiec w okolicach kanału panamskiego, które po przystąpieniu USA do Wielkiej Wojny mogłyby stać się poważnym problemem. Prezydent Woodrow Wilson zdecydował się więc na wysłanie do Haiti żołnierzy korpusu piechoty morskiej (USMC). Ta interwencja była częścią konfliktów prowadzonych przez USA w Ameryce Centralnej i na Karaibach, znanych dzisiaj jako Wojny Bananowe.

Amerykanie szybko przejęli władzę i zainstalowali proamerykańskiego przewodniczącego Senatu Phillippe Sudre Dartiguenavego na stanowisku prezydenta i zmienili konstytucję, stworzyli również kontrolowane przez USMC oddziały żandarmerii, w których służyli w większości Amerykanie Rozpoczęli również program modernizacji infrastruktury. W tym celu zdecydowali się jednak na użycie haitańskiego prawa zwanego corvee, będącego de facto pracą niewolniczą. Obywatele Haiti byli zmuszani do pracy przy budowie dróg czy mostów.

Razem z innymi naruszeniami praw człowieka sprawiło to, że amerykańska okupacja nie cieszyła się poparciem mieszkańców, z których wielu brało udział w antyamerykańskiej partyzantce. Okupacja budziła również wielkie kontrowersje na świecie i w samym USA, zwłaszcza po tym, gdy 1929 roku żołnierze otworzyli ogień do pokojowej demonstracji, zabijając kilkanaście osób. Haiti odzyskało niepodległość dopiero w 1934 roku, kiedy Franklin Delano Roosevelt zgodził się na wycofanie amerykańskich wojsk w ramach swojej Polityki Dobrego Sąsiada. Szacuje się, że amerykańska okupacja kosztowała życie od 3250 do 15 tysięcy mieszkańców Haiti, nie licząc 5,5 tysiąca robotników przymusowych którzy zmarli w obozach pracy i przy budowie dróg.

Zrozumiałe jest więc, że wielu Haitańczykom pomysł rządu się nie spodobał. Politycy jednak bronią swojej decyzji. „Co mamy zrobić? Czy mamy pozwolić, żeby kraj wpadł w chaos? Na niszczenie własności prywatnej? Na morderstwa obywateli po zamachu na prezydenta?” – powiedział minister ds. wyborów Mathias Pierre dodając, że lokalna policja jest zbyt słaba aby zapewnić bezpieczeństwo – „Nie prosimy o okupację kraju. Prosimy o mały kontyngent żołnierzy którzy by nam pomogli. Dopóki jesteśmy słabi to moim zdaniem potrzebujemy naszych sąsiadów”. W podobnym tonie wypowiedział się również Joseph. „Zdecydowanie potrzebujemy pomocy i poprosiliśmy o nią naszych zagranicznych partnerów. Wierzymy, że nasi partnerzy mogą pomóc narodowej policji w rozwiązaniu tej sytuacji” – powiedział.

Na razie nie wygląda jednak na to, żeby ich prośba miała być wysłuchana. Wczoraj wieczorem wysoko postawiony przedstawiciel administracji Bidena powiedział anonimowo mediom, że USA wyślą na Haiti przedstawicieli FBI i Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego aby ci na miejscu ocenili sytuację i skalę potrzebnej pomocy. Dodał jednak, że nie ma planów wysłania żołnierzy. Prośbę do ONZ będą musiały natomiast zaakceptować państwa będące członkami Rady Bezpieczeństwa – i wątpliwe, aby się na to zgodziły zanim sytuacja w Haiti stanie się bardzo trudna.

Źródło: Stefczyk.info na podst. AP Autor: Wiktor Młynarz
Fot. PAP/EPA/Orlando Barria

Polecane artykuły

0 0

Atak nożownika w szpitalu. Odwiedzający zaatakował pacjentkę

0 0

Odkryto nowy gigantyczny gatunek węża

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij