Sport

Kolejny piłkarz Euro 2020 zamierza odstawić lewicowy cyrk? Tęczowa opaska i groźba zejścia z boiska

Kapitan reprezentacji Holandii Georgino Wijnaldum będzie kolejnym, po Manuelu Neuerze, piłkarzem, który wystąpi w opasce z motywami LGBT na tegorocznym Euro. Co więcej zawodnik Oranje ostrzegł, że jego drużyna może zejść z boiska w trakcie spotkania z Czechami.

Niestety tegoroczne Mistrzostwa Europy zostaną z całą pewnością zapamiętane nie tylko z boiskowych wydarzeń, ale także akcesów politycznych, które obserwujemy w trakcie turnieju. Klękanie na znak solidarności z Black Lives Matter, tęczowa opaska Neuera, cała awantura związana z meczem Niemcy kontra Węgry w Monachium, kiedy podczas śpiewania hymnu węgierskiego niemieccy kibice zaczęli gwizdać, a jeden z nich wtargnął na murawę z flagą LGBT. Nie wspominając już o próbie podświetlenia stadionu w tych barwach, na znak protestu przeciwko polityce Victora Orbana.

Teraz do grona osób, które zamierzają upolitycznić mecze Mistrzostw Europy, dołączają reprezentanci Holandii. A przynajmniej ich kapitan, Georgino Wijnaldum, który podczas spotkania z Czechami w ramach 1/8 finałów, wystąpi w opasce z motywami tęczy LGBT oraz napisem “One Love”. Co więcej pomocnik Oranje poinformował, że on i jego koledzy z zespołu mogą zejść z boiska, jeśli dojdzie do sytuacji, w której piłkarze będą obrażani przez kibiców. Wszystko w ramach walki z rasizmem oraz homofobią. Holender uważa, że taka reakcja może być uzasadniona, gdyż spotkanie jego reprezentacji z południowymi sąsiadami Polski odbędzie się w Budapeszcie. To właśnie na Puskas Arenie miało dochodzić do sytuacji, w której węgierscy kibice mieli obrażać Cristiano Ronaldo czy Kyliana Mbappe.

Tu nie chodzi o samych Węgrów… UEFA powinna chronić piłkarzy przed tego rodzaju sytuacjami. Jeśli coś znów się wydarzy, a sędzia przerwie grę, dobrze by było, gdyby zawodnicy przeciwnej drużyny też stwierdzili, że nie chcą brać udziału w czymś takim i też zeszli z boiska. Obrażany piłkarz czułby dużo wsparcia. Taka deklaracja miałaby znacznie większą siłę, niż gdyby tylko jeden gracz zaprotestował – powiedział piłkarz.

Oczywiście węgierscy fani są po raz kolejni obwiniani za zło całego turnieju. Liberalne media pokroju Onetu szeroko rozpisywały się o “skandalicznym zachowaniu” kibiców Madziarów, którzy stanęli tyłem podczas śpiewania niemieckiego hymnu. Szkoda tylko, że do takiego zachowania zostali sprowokowani wcześniejszą postawą niemieckich władz oraz tamtejszych kibiców, którzy gwizdali podczas hymnu Węgier, a jeden z aktywistów LGBT próbował przerwać jego odśpiewanie.

W przypadku obrażania Ronaldo i Mbappe – działo się to podczas obydwóch spotkań w Budapeszcie z udziałem reprezentacji Węgier odpowiednio z Portugalią i Francją. Takie zachowanie nie jest jednak niczym nowym na stadionach, bo do podobnych incydentów dochodzi w mniejszym lub większym stopniu na każdym boisku podczas starć ligowych. Również w takiej Anglii czy Holandii, uchodzących za kolebkę politycznej poprawności. Jest to najczęściej próba zdeprymowania przez kibiców gospodarzy zawodników rywali (aby też pomóc swojej drużynie), gdzie na głównym celowniku zwykle znajdują się ci najlepsi. Czy jest to eleganckie zachowanie? Z pewnością nie, tyle że podobne sceny dzieję się również na murawie z udziałem samych piłkarzy. To element gry psychologicznej, której celem jest wyprowadzenie z równowagi rywala. Najbardziej spektakularnym przykładem takiego zachowania było słynne starcie Zidane’a z Materazzim podczas finału Mistrzostw Świata 2006, kiedy Francuz uderzył swojego przeciwnika z główki, który miał obrażać jego najbliższą rodzinę.

Zejście z boiska z powodu wyzwisk z pewnością będzie też triumfem tych, którzy sięgają po taką formę deprymowania przeciwników. Będzie to oznaczać, że ich taktyka działa i zachęci do jeszcze dalszego i bardziej wzmocnionego sięgania po nią. Jaki jest więc najlepszy sposób, żeby uciszyć głosy hejterów? Po prostu robić swoje, grać dobrze i pokazać, że się tym nie przejmuje.

Czy próba mieszania polityki ze sportem wyjdzie na dobre? Z całą pewnością nie. Szkoda tylko, że UEFA nic z tym prawie nie robi. Oczywiście europejskiej federacji piłkarskiej nie przeszkadza ukaranie polskich klubów za oprawy, nakazywanie, zgodnie z wytycznymi, do usuwania symboli takich jak Kotwica Polski Walczącej czy wzięcie pod lupę węgierskich fanów. Szkoda tylko, że UEFA tak pieczołowicie nie podchodzi do takich incydentów, jak jawne łamanie przepisów o apolityczności przez Niemców (przypomnijmy, że śledztwo ws. opaski Neuera spotkało się z brakiem kary dla golkipera) czy niebezpieczny incydent, podczas którego jeden z aktywistów LGBT wbiegł na boisko, pędząc w stronę piłkarzy Madziarów (co mogło zostać odebrane jako próba stworzenia zagrożenia wobec uczestników imprezy masowej).

Nie tak dawno prezes Realu Madryt Florentino Perez, podczas próby stworzenia Superligi, przedstawił dość trafną diagnozę na temat spadku zainteresowania oglądalności piłki nożnej we współczesnych czasach. Wskazywał m.in. na takie problemy, jak brak koncentracji u młodych ludzi, którzy nie są w stanie kupić się przez pełne 90 minut na oglądanie całego meczu. Z całą pewnością do tej analizy możemy dodać jeszcze kolejny punkt, który coraz bardziej zniechęca do tego sportu. Upolitycznienie.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Weszło/ Wprost Autor: JD
Fot. PAP/EPA/MAURICE VAN STEEN

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij