Świat

Cud w przestworzach. Dwa samoloty zderzyły się w powietrzu, nikt nie zginął

W środę w Kolorado doszło do kolizji w powietrzu dwóch samolotów. Cudem nikt w niej nie zginął ani nie odniósł ran.

Nic tak nie przeraża pilotów jak perspektywa tego, że zderzą się z innym samolotem. Zwykle takie kolizje kończą się bowiem śmiercią wszystkich na pokładzie obu maszyn. Prawo lotnicze, procedury czy wreszcie nowoczesna technika, jak radary czy pokładowe transpondery, dbają o zminimalizowanie ryzyka takiego zdarzenia, ale nie da się go całkowicie wykluczyć. Szczególnie duże jest w pobliżu lotnisk, gdzie niejednokrotnie wiele maszyn znajduje się równocześnie w powietrzu w bliskiej odległości od siebie.

Dokładnie takie zdarzenie miało miejsce w środę nad lotniskiem Centennial Airport w pobliżu parku stanowego Cherry Creek w Kolorado. To małe lotnisko sportowe, ale jest bardzo popularne wśród pilotów i przez to zwykle przestrzeń powietrzna w jego pobliżu jest mocno zatłoczona. W środę sprawiło to, że dwie maszyny zderzyły się nad nim w powietrzu.

Pierwszą z tych maszyn był dwusilnikowy Fairchild Swearingen Metroliner należący do firmy Key Lime Air. Maszyna przyleciała na to lotnisko z Salidy i dostała od wieży pozwolenie na lądowanie na lewym pasie startowym. Godzinę wcześniej z tego lotniska wystartował samolot Cirrus SR-22 i jego pilot właśnie na nie wracał. Kontrola lotów wydała mu na innej częstotliwości pozwolenie na lądowanie na równoległym pasie. Ostrzegli go jednak, żeby nie wyszedł z kursu podejścia bo w pobliżu znajduje się drugi samolot. Z niejasnych na razie przyczyn Cirrus jednak w niego uderzył.

Z rozmowy pilota Metrolinera z wieżą wynika, że jego pilot nie zauważył, że doszło do kolizji. Ta sprawiła, że jeden z silników przestał działać, ale powiedział kontroli lotu, że będzie kontynuował lądowanie i udało mu się bezpiecznie sprowadzić maszynę na ziemię. Na zdjęciach widać, że Cirrus uderzył w jej kadłub tuż przed ogonem, wyrywając w nim sporą dziurę. Gdyby ten się oderwał – a sądząc po zdjęciach niewiele do tego brakowało – to jego pilot nie miałby najmniejszych szans na przeżycie. Na szczęście na jego pokładzie nie było pasażerów.

Równie wielkie szczęście miał pilot Cirrusa i jego pasażer. Ich samolot był bowiem wyposażony w system CAPS. Jest to duży spadochron, który w wypadku sytuacji awaryjnej może sprowadzić całą maszynę bezpiecznie na ziemię. Po kolizji pilot go zwolnił, a zderzenie na szczęście nie uszkodziło spadochronu i miało miejsce na tyle wysoko, że ten zdążył się rozłożyć. Ich samolot łagodnie wylądował w krzakach w pobliżu lotniska, jego załodze nic się nie stało.

Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) poinformowała już, że wyśle do Kolorado swoich przedstawicieli aby ci zbadali przyczyny tego wypadku. Lotnisko już zapowiedziało, że będzie z nimi współpracować. „Każdy z tych pilotów powinien teraz kupić los na loterię” – powiedział zastępca szeryfa hrabstwa Arapahoe John Bartmann – „Nie pamiętam czegoś takiego – zwłaszcza tego, że wszyscy odeszli o własnych siłach”.

Źródło: Stefczyk.info na podst. Colorado Sun, ABC7 Autor: WM
Fot. Screen z Youtube

Polecane artykuły

0 0

Atak nożownika w szpitalu. Odwiedzający zaatakował pacjentkę

0 0

Odkryto nowy gigantyczny gatunek węża

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij