Świat

“Siedem minut grozy”. Już na dniach Amerykanie spróbują wylądować na Marsie

Już za kilka dni na Marsie wyląduje kolejny amerykański łazik. Sprawdzi między innymi, czy istniało na nim życie.

W lipcu zeszłego roku z przylądka Canaveral na Florydzie wystrzelono rakietę, którą na Marsa poleci łazik Perseverance (ang. Wytrwałość). Jego głównym celem będzie zbadanie teorii, że na Marsie istniało kiedyż życie biologiczne. Ma również zebrać dane, które pomogą naukowcom zaplanować ewentualny lot załogowy na czerwoną planetę. To już piąta tego typu amerykańska misja – pierwszego łazika, Sojourner, wysłali tam w 1997 roku.

Na pierwszy rzut oka sześciokołowy Perseverance przypomina poprzednie łaziki. Jest jednak od nich większy, ma wielkość małego samochodu terenowego. Jest również najnowocześniejszą tego typu maszyną na świecie. Wyposażono go nawet w mały, ważący 1,8 kg helikopter. Naukowcy chcą sprawdzić, czy ich konstrukcja w ogóle da radę polecieć  – jeśli okaże się, że tak, to następne misje będą używać podobnych maszyn do badania okolicznego terenu. Na pokładzie łazika znajdą się również urządzenia, których zadaniem będzie pozyskanie tlenu z dwutlenku węgla w marsjańskiej atmosferze. Jeśli ten eksperyment się powiedzie, to będzie miał kluczowe znaczenie dla załogowej misji – pozyskany w ten sposób tlen nie tylko posłuży astronautom do oddychania, ale także do produkcji na miejscu paliwa do rakiet.

Zanim jednak łazik rozpocznie swoje badania będzie musiał wylądować. Ten element wartej 2,7 miliarda dolarów misji budzi największe przerażenie naukowców. Sam proces jest bowiem bardzo skomplikowany. Specjalna kapsuła z łazikiem na pokładzie wejdzie w atmosferę Marsa z prędkością ponad 19 tysięcy kilometrów na godzinę. Następnie odpali spadochron, a kiedy ten nieco ją zwolni, odrzucona zostanie osłona termiczna a lądownik odpali swoje silniki rakietowe, które wykorzysta do zwolnienia do prędkości idącego człowieka. Następnie wyszuka odpowiednio równe miejsce do lądowania i zawiśnie nad nim, spuści łazik na nylonowych linach, po czym odleci aby rozbić się w bezpiecznej odległości.

Samo w sobie byłoby to skomplikowane. Sytuację komplikuje jednak fakt, że cała procedura będzie musiała się odbyć całkowicie autonomicznie. Z racji ogromnej odległości od Marsa zdalne sterowanie nie wchodzi w grę. Przy obecnym położeniu obu planet sygnał radiowy podróżuje między nimi ok. 11 minut, podczas gdy samo lądowanie potrwa siedem – naukowcy z NASA nazywają je „siedmioma minutami grozy”. Zwykle po udanym lądowaniu kontrolerzy lotu z NASA rzucają się sobie w ramiona i zapowiadają, że tym razem, mimo pandemii, będzie tak samo.

Najciekawszym elementem tej misji jest oczywiście poszukiwanie śladów życia w kosmosie. Miejsce lądowania łazika to krater Jezero gdyż naukowcy są przekonani, że ponad 3 miliard lat temu był wypełnionym wodą jeziorem. Daje to największą szansę na odnalezienie w próbkach skamieniałych bakterii. Odkrycie życia na Marsie byłoby prawdziwym przełomem, ale przyjdzie nam na niego jeszcze poczekać. Urządzenia do analizy tych próbek były zdecydowanie zbyt duże aby umieścić je na łaziku, więc ten zapakuje je w metalowe pojemniki, które późniejsze misje NASA i ESA przywiozą na ziemię. Naukowcy mają nadzieję, że uda się je przeanalizować gdzieś na początku przyszłej dekady.

Źródło: Stefczyk.info na podstawie Ruters, Financial Times Autor: WM
Fot.

Polecane artykuły

0 0

Brytyjczycy boją się, że zabraknie ryb do fish and chips

0 0

“Łowca nastolatek” usłyszał wyrok

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij