Świat

Floryda ponownie liczy głosy w wyborach. Różnica jest zbyt mała, by stwierdzić kto wygrał

Na Florydzie rozpoczęło się ponowne liczenie głosów oddanych w wyborach gubernatora i wyborach do Senatu. Różnica pomiędzy kandydatami Republikanów i Demokratów jest bowiem tak mała, że nie da się stwierdzić kto wygrał.

Floryda jest znana z tego, że wyniki kandydatów obu partii we wszystkich wyborach często są bardzo do siebie zbliżone. W tym roku nie było inaczej. Kiedy zamknięto lokale wyborcze i zaczęto liczyć głosy wydawało się, że tym razem zwycięstwo odniosą Demokraci, jednak wraz z kolejnymi protokołami z komisji ich przewaga malała coraz bardziej. Ostatecznie w wyborach do Senatu walczący o reelekcję demokratyczny senator Bill Nelson przegrał ze swoim republikańskim kontrkandydatem, byłym gubernatorem Rickiem Scottem, o zaledwie 12 i pół tysiąca głosów (0,15%). W wypadku wyborów nowego gubernatora Republikanin Ron De Santis pokonal Demokratę Andrew Gilluma o 33684 głosu (0,41).

W wielu amerykańskich stanach istnieją procedury, które nie pozwalają na ogłoszenie ostatecznych wyników jeśli różnica pomiędzy kandydatami jest tak mała, że istnieje uzasadnione podejrzenie, że błędy przy liczeniu mogły zmienić wynik. Floryda nie jest tutaj wyjątkiem. Zgodnie ze stanowym prawem głosy w wyborach gubernatora będą ponownie przeliczone przy użyciu specjalnych maszyn, co następuje z automatu jeżeli jeden kandydat nie wyprzedzi drugiego o więcej niż 0,5%. W wypadku wyborów do Senatu, gdzie różnica wynosiła mniej niż 0,25%, głosy zostaną przeliczone ręcznie. Jeżeli po ponownym przeliczeniu głosów w wyborach gubernatora różnica zmniejszy się do mniej niż 0,25%, to także te głosy będą liczone – po raz trzeci – ręcznie.

Tak mała różnica sprawiła, że zwolennicy obu stron zaczęli oskarżać się wzajemnie o fałszowanie wyników. Senator Nelson zdążył nawet samemu poprosić o ponowne liczenie głosów, kiedy nie było jeszcze wiadomo, że stanie się tak z automatu. Gillum natomiast wygłosił tradycyjne przemówienie, w którym podziękował swoim zwolennikom za głosy i pogratulował zwycięzcy. Kiedy okazało się, że także te głosy będą ponownie liczone, musiał się z niego wycofać.

Stawka tych wyborów jest stosunkowo wysoka, jednak ostatecznie to, kto wygra, nie będzie miało decydującego wpływu na resztę USA. Zupełnie inaczej było osiemnaście lat temu. Wyniki wyborów prezydenckich pomiędzy Georgem W. Bushem i  Alem Gorem były tak bliskie, że ponownie maszynowo przeliczono głosy. Po tym procesie okazało się, że przewaga Busha wynosi zaledwie 327 głosów. Sztab Gore’a zażądał ręcznego liczenia i obaj kandydaci wdali się w potyczkę prawną, którą musiał przerwać dopiero Sąd Najwyższy. Ostatecznie stwierdzono, że Bush wygrał 537 głosami i przyznano mu głosy elektorskie, które dały mu prezydenturę.

Obecne liczenie głosów nie potrwa aż tak długo i nie będzie tak emocjonujące. W 2000 roku okazało się bowiem, że Floryda nie ma odpowiednich procedur postępowania w takich wypadkach i wiele emocji wiązało się z tym, że nikt tak naprawdę nie wiedział co robić. Od tego czasu wyciągnięto jednak wnioski i obecnie cały proces jest dokładnie opisany w stanowych przepisach.

Źródło: Stefczyk.info Autor: Wiktor Młynarz
Fot.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij